Krótki „wypad” do Warszawy albo… kilka płonących zniczy i kilka szczerych modlitw

Krótki „wypad” do Warszawy albo… kilka płonących zniczy i kilka szczerych modlitw

15 czerwca… To miał być wypad na „krótką godzinkę” do Warszawy. Odwiedziny przy kilku grobach na Powązkach, zapalenie paru zniczy, sprawdzenie stanu nagrobków i powrót. „Krótka godzinka”, dobre sobie… Oczywiście, że się nie udało zmieścić w zaplanowanym czasie.

Ale realizacja wszystkich innych „powązkowskich” planów powiodła się bardzo dobrze. Najpierw odnaleźliśmy i posprzątaliśmy grób podpułkownika Edmunda Smidowicza, jednego z dowódców 58 pułku piechoty (jego sylwetkę… i smutny los na pewno postaram się wkrótce przybliżyć). Byliśmy też tradycyjnie u premiera Walerego Sławka, odwiedziliśmy „Łączkę”, żołnierzy roku 1920, powstańców wielkopolskich, po czym ruszyliśmy na Stare Powązki. Tu – w dniu 36. rocznicy Jego śmierci – głównym celem poszukiwań był grób podpułkownika Aleksandra Hrynkiewicza, ostatniego adiutanta Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Udało się nie tylko nagrobek odnaleźć (miałem pewne powody, by w to wątpić), ale też stwierdzić, że został on w ostatnich latach ładnie odnowiony! (O ppłku A. Hrynkiewiczu pewnie coś więcej napiszę już niebawem). Były też tradycyjne odwiedziny prze grobie Marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza, a także premiera – generała Felicjana Sławoja Składkowskiego. Ważnym celem naszej krótkiej warszawskiej wyprawy był symboliczny grób premiera Aleksandra Prystora oraz Jego małżonki. W kwietniu z rozpaczą stwierdziliśmy, że stan nagrobka woła o pomstę do nieba! Po dwóch miesiącach okazało się, że poprawa jest tylko kosmetyczna. Cóż było robić, zakasaliśmy rękawy i w pół godziny uporządkowaliśmy nagrobek. Naturalnie nadal daleko mu do oczekiwanego stanu, ale jego widok już chyba nie wyciska z oczu łez rozpaczy. Do zrobienia pozostało jeszcze sporo i jeśli nikt z dwóch milionów mieszkańców Warszawy nie znajdzie czasu na zajęcie się tym nagrobkiem , to oczywiście z satysfakcją i dumą zrobimy to my.

W Warszawie byliśmy we trzech – dwóch wnuków oraz prawnuk Wielkopolskiego Czwartaka. W stolicy zostawiliśmy kilka płonących zniczy i kilka szczerych modlitw. GRH 58 pp (4 psw)… bo kto, jeśli nie my?

Zostaw Komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*